„Czasami jesteśmy szybcy jak bolid F1, a czasami silni jak przeprawowy Jeep „

Bardzo przepraszam moich czytelników, że dopiero teraz umieszczam relację z meczu.

Na taką sytuację złożyło się kilka czynników, ale te jednak pozwolę sobie zachować dla siebie:-) Tak poważnie to odkładałem to cały czas na bok i dopiero dzisiaj uświadomiłem sobie, że minął już tak długi okres od naszego meczu.  Drugim powodem to świadomość, że moje relacje nie są mimo wszystko stylistycznym arcydziełem. Dochodzi do tego jeszcze jeden fakt, dowiedziałem się, że mama jednego zawodnika uczy języka polskiego i pewnie jak widzi niektóre moje relacje, łapie się za głowę. Na swoją obronę, chcę tylko napisać, że wolę formę mówioną niż pisaną. Tyle tytułem wstępu 🙂

        Zawody odbyły się 14.01.2017 na hali Com – Com Zone na ul. Ptaszyckiego 2. Na miejsce dotarliśmy w bardzo mocnym składzie: Antek Czosnek, Szymon Rogowski, Kacper Gościński, Adrian Owczarek, Igor Czerkas, Marceli Kocan,  Łukasz Zychowicz, Kacper Paruzel,  Bartłomiej Tabor. Oczywiście, byłem Ja, szalona i nieokiełznana Pani Kierownik, niezastąpiona Pani Fotograf, oraz bardzo głośno kibicujący Rodzice. Pierwsza petarda tego dnia, to mecz z bardzo utytułowaną drużyną WKS Wawel. Mecz pewnie wygrany przez naszych Krakusików. Chłopcy pokazali, jak można wolnym tanecznym krokiem, bez dużego wysiłku wygrać mecz. Cały mecz toczył się prawdę mówiąc tylko na połowie przeciwnika. Drużyna Wawelu nie miała pomysłu jakby tu się przedostać na naszą połowę. Przeciwnicy usiłowali grać dołem, usiłowali grać górą i nic, piłka wracała jak bumerang. Czasami zastanawiałem się czy Antek nie trzyma w ręku jakiegoś zaczarowanego pada, którym steruje piłką. Raz tylko pomylił przyciski, bo piłka wpadła do naszej bramki. Ostateczny wynik to 5-1 dla Krakusa. Proszę mi wierzyć, to był najniższy wymiar kary, bo sytuacji w tym meczu mieliśmy o dużo, dużo więcej. Tak jak pisałem, graliśmy bardzo wolno i ospale. Ja już przyzwyczaiłem się do takiego tempa, ponieważ każdy nasz pierwszy mecz wygląda podobnie. My potrzebujemy czasu aby się rozpędzić. Tak jakby nasze paliwo było w złych proporcjach zatankowane, zła mieszanka, za mało oleju, za mocno zaciągnięty hamulec ręczny. Często jest tak, że dopiero po pierwszym meczu, kiedy jest odrobina przerwy, regulujemy zawory, tłoki zaczynają równo pracować, wtedy odpalamy!!! W drugim meczu spotkaliśmy się na parkiecie z Victorią Kraków. Ten dzień jednak nie był dla nas najlepszy, bo nie odpaliliśmy. Drugi mecz rozpoczął się zaraz po pierwszym i może to też była przyczyna. Mieliśmy za mało czasu na rozmowę, za mało czasu aby skorygować swoje błędy, mało czasu aby się obudzić i grać na swoim poziomie. Nasz pojazd dalej się toczył, zamiast wystartować niczym bolid formuły 1. Mimo, że tego meczu nie przegraliśmy, to również nie wygraliśmy.  Mecz skończył się wynikiem 2-2, ale tylko na własne życzenie. Muszę przyznać, że mecz był wyrównany i żadna z drużyn nie przeważała. Raz mecz toczył się na naszej połowie, a raz na połowie przeciwnika. Pocieszające było to, że jednak to drużyna z Kobierzyna goniła wynik. Zapomnieliśmy jednak o jednym bardzo ważnym przysłowiu, które towarzyszy piłce nożnej "Póki piłka w grze, wszytko może się zdarzyć”. Kiedy byliśmy już w ogródku i witaliśmy się z gąską, przeciwnik w ostatniej minucie strzelił bramkę wyrównującą. Małe niezrozumienie między Kacprem Gościńskim, a Antkiem wykorzystał zawodnik z drużyny przeciwnej i strzelił bramkę. Mimo słabszej dyspozycji tego dnia, zarobiliśmy 4 punkty i jedziemy dalej. Ja ze swojej strony bardzo przepraszam chłopców, że po meczach za mało chwaliłem, a za dużo wytykałem błędów.  Tego dnia przecież nie grali tylko chłopcy, grałem z nimi również Ja i to do siebie powinienem mieć najwięcej pretensji. Następnym razem, postaram się poprawić i na pewno nie popełnię podobnych błędów. Jak zawszę dziękuję Pani Kierownik, która jak zwykle bezbłędnie opanowała sprawy organizacyjnej, dziękuję Pani fotograf, która swoją pewną ręką pstryknęła kilka bardzo pięknych fotek. Bardzo dziękuję rodzicom obecnych na stadionie, za doping, oraz rodzicom, którzy nie mogli tego dnia z nami być, ale na pewno mocno trzymali kciuki.  

ze sportowym pozdrowieniem trener Maciek