Turniej w Zabierzowie – mistrz pióra powraca…

Dnia 10.12.2017 nasze orły, sokoły, bażanty rozegrały turniej w Zabierzowie. Turniej rozpoczął się o 8:00, natomiast my, ku zadowoleniu Pani Kierownik rozpoczynaliśmy dopiero o 9.00. Ta nasza kochana Pani Kierownik ma kawałek drogi, dodatkowo musi się przedzierać przez trudne drogi, las, musi przepłynąć tratwą przez rzekę, pokonać smoka i Bóg wie co jeszcze musiała zrobić zanim udało się jej dotrzeć na miejsce. Więc godzina 9.00 dla niej była odpowiednia. Na miejscu pojawiliśmy się 30 minut wcześniej aby spokojnie podglądnąć jakiś mecz i zorientować się mniej więcej jaki jest poziom. W pierwszym meczu spotkaliśmy się z drużyną Hutnika Kraków. W tym meczu Orły Zdanowskiego pewnie wygrały 3-1. Nie było strachu i przez cały czas kontrolowaliśmy mecz. Drużyna Hutnika w tym meczu nie miała nic do powiedzenia, poza jednym – „dobrze grałeś”. Mecz nie zachwycał i nie należał do najpiękniejszych. Dużo kopania, dużo chaosu, a pięknych akcji było jak na lekarstwo. W dalszym ciągu mamy problem z tym, aby grać podaniami, aby konstruowanie akcji weszło nam w nawyk. Pracujemy ciężko na treningu, żeby poprawiać ten aspekt a ostatnio gramy nawet na cztery dotknięcia aby wymusić grę podaniami i pokazywania się na pozycję. W tym meczu na pewno nie zabrakło nam serca do walki. Walczyliśmy cały mecz i braki techniczne nadrobiliśmy walecznością. Kiedyś jakiś mądry trener powiedział, że jeśli brakuje nam umiejętności, możemy to nadrobić walecznością. Tak zrobiły właśnie Orły Zdanowskiego i wygrały ten mecz. W drugim meczu spotkaliśmy się z drużyną Maszycanki Maszyce. Powiem szczerze, że nie mam pojęcia gdzie to jest ale Oni pewnie podobnie jak nasza Pani Kierownik musieli pokonać kilka przeszkód zanim dostali się do Zabierzowa. Takie drużyny, które są spoza Krakowa, często są poza naszym zasięgiem. Przede wszystkim są mniej delikatne i mają przewagę fizyczną. Tak też się okazało i w tym meczu, drużyna z Maszyc była mocniejsza fizycznie, grała bardziej agresywnie i te aspekty przeważyły na ich korzyść, co w rezultacie skończyło się naszą przegraną 1-4. W tym meczu niestety nie byliśmy już Orłami, a tylko bażantami Zdanowskiego. My nie załamaliśmy się tą przegraną i czekaliśmy na wyniki pozostałych meczów innych grup, aby zobaczyć z kim będziemy grali następny mecz. Po niedługiej chwili okazało się to, czego od samego początku nie chcieliśmy. Koszmar roku ubiegłego, czyli DIDI GOL RABA – zwycięzca z ubiegłego roku. To właśnie z nimi przegraliśmy w tamtym roku i zajęliśmy 2 miejsce. Ze względu na długi czas oczekiwania, chłopcy jak zwykle wraz z rodzicami oblegali bufet. Jedni kupowali frytki, inni hot dogi, jeszcze inni zapiekanki. Po tych regeneracyjnych posiłkach mogliśmy stanąć do walki. Mecz podobnie jak z Hutnikiem, dużo chaosu, dużo walki. W tym meczu mieliśmy dużo szczęścia, bo przeciwnicy kilka razy trafili w słupek i poprzeczkę. Orły Zdanowskiego walczyły do końca – ostateczny wynik spotkania 1-1. Teraz wynik meczu musiały rozstrzygnąć karne. Każda z drużyn miała wystawić po 3 zawodników. Od nas do karnych zostały desygnowane następujące osoby: Piotr, Bartek i Szymon. Najpewniejszą postacią tego przedstawienia wydawał się nasz specjalista od karnych Szymon, który w tamtym roku wygrał konkurs rzutów karnych. W tamtym roku strzelił chyba z 20 karnych, a w tym nie strzelił jednego. Tak, ten mecz niestety skończył się dla nas przegraną w karnych i straciliśmy szansę na grę o podium. My do niego (Szymona) nie mieliśmy żadnych pretensji, bo zdarza się nawet najlepszym nie strzelać karnych. Szymon przez chwilę był podłamany, ale wizyta w bufecie szybko poprawiła mu humor. W następnym meczu spotkała nas niefajna niespodzianka w postaci naszego przekleństwa, a mianowicie czekał nas po raz drugi mecz z drużyna z Maszyc. Chciało by się napisać, że zrewanżowaliśmy się za poprzedni mecz, ale niestety kolejny raz dostaliśmy łomot. Tak naprawdę nic w tym miejscu nie dopiszę, bo mecz wyglądał tak samo jak ten wcześniejszy z Maszycanką, więc jeśli ktoś chce sobie poczytać jak nam poszło, zapraszam do powrotu parę linijek wcześniej. Po tym meczu kolejna długa przerwa i mecz o 5 miejsce. Naprzeciwko nas stanęła drużyna Orła Sidzina. My jako wytrawni mali piłkarze, postanowiliśmy, że w tym meczu przemienimy się w Sokoły Zdanowskiego i w pierwszych minutach spotkania przeciwnik dostał trzy szybkie bramki. W tym meczu odblokowała się pierwsza czwórka, a piękne trzy bramki strzelił Piotrek. Kolejna czwórka weszła i utrzymała wynik trzy bramkowy. W tym meczu najgorzej poszło trzeciej czwórce, która straciła dwie bramki. Przez chwilę było gorąco, ale ostatecznie wynik spotkania się nie zmienił. Wygraliśmy mecz, a cały turniej ukończyliśmy na 5 miejscu. Mimo iż mamy świadomość, że nie jesteśmy bardzo mocną drużyną, to po tym turnieju jest niedosyt, bo jeśli nasze losy w spotkaniu z Rabą potoczyłyby się inaczej to gralibyśmy o miejsca od 1 do 3.  Ale jak to się mówi, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Gramy dalej, trenujemy, uczymy się, a ja mocno wierzę, że tej drużynie niewiele trzeba aby grała ładniejszy i skuteczniejszy futbol. Ale to już dokonają młodsi, może mądrzejsi, którzy popatrzą na tą drużynę z innej perspektywy. A mnie zostanie tylko się temu przyglądać i może w wolnej chwili zajmę się uprawą pieczarek na mikro skalę. Kolejny raz dziękuję rodzicom za to, że byli, za to, że kibicowali, za to że wierzą we mnie, a jeśli nie wierzą, to za to że nie mówią tego na głos. Szczególne podziękowania dla Pani fotograf za zdjęcia, bez których czym byłby ten opis? Penie niczym, jakąś marnością, popiołem, zwykłym skwarkiem bez wyrazu, koloru i treści. Dziękuję oczywiście naszej Pani Kierownik, no bo Ona to już po prostu przechodzi sama siebie. Ja to już nawet jestem pewien, że ja bez niej to nie ruszyłbym ani w lewo, ani w prawo, stałbym po prostu w miejscu i zastanawiał się co dalej. Jeśli kiedyś będę potrzebował wsparcia, aby rozwinąć jakiś interes, to Ania pozwalam sobie walić do Ciebie jak w dym.

Rozpocznij dyskusje

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *